Dobre? Złe? Jakie?

06.05.2018 02:10
Dobre? Złe? Jakie?

Emocje. Przeczytałam gdzieś, że zdarzenia są neutralne, to my nadajemy im znaczenie. My – naszymi emocjami. Emocje pozytywne nie sprawiają większego problemu. Trudno nawet ukryć radość, zadowolenie, szczęście. Jak byśmy się nie starali ich ukryć – to oczy się świecą, ciała prostują, chód jest pewniejszy. Gorzej nam z wyrażaniem emocji trudnych: smutek, złość, strach (i tysiące innych). Badania pokazują, że ponad 80% osób chowa się wtedy przed światem. A te emocje z lubością chowają się w nas, moszczą się wygodnie w żołądku, głowie, sercu. Nie mówimy o nich raczej, tylko otaczamy opieką i gromadzimy na lata.

Skąd ten temat po tygodniowym majowym odpoczynku? Dużo ostatnich doświadczeń z sal szkoleniowych i gabinetowych spotkań – niezależnie, kto siada naprzeciwko mnie, w jakim zawodzie pracuje, w małej czy dużej firmie, ma trudność z poradzeniem sobie z emocjami „trudnymi” (jak dotąd nie znalazłam innego określenia). Czasem mówi, że „byle pierdoła” wytrąca z równowagi, czasem spać nie pozwala, czasem żołądek boli, bo nie wiadomo, co z tym zrobić.

Jak to więc jest, że rozzłoszczony faktem, że nie możesz znaleźć kluczy od domu, nie jesteś w stanie skoncentrować się na innej rzeczy? Nerwowe przeszukiwanie domu nie przynosi rezultatu, w końcu zaczynasz bezmyślnie kroić pietruszkę, żeby odparować i wciąż zastanawiasz się, gdzie się mogły podziać, w końcu złość przechodzi w martwienie się, bo przecież ktoś mógł je ukraść… I zaczynasz znów się nakręcać, obrywa gość na skrzyżowaniu, bo za wolno ruszał, albo współpracownicy. Dzień byle jaki, bo ta złość udreptuje sobie ścieżki.

Ile razy trafił Cię szlag i nie możesz nic z nim zrobić, oprócz ugryzienia się w język i schowania we własnym żołądku, bo „nie wypada” go wyrazić? „Wymaga się od nas profesjonalizmu” – opowiadała jedna z uczestniczek szkolenia. „Wpada do klasy rodzic i od progu krzyczy i ma pretensje. A mi nie wolno na niego nawrzeszczeć. Przyjmuję to na klatę i nic z tym nie robię, udaję, że te wrzaski nie robią na mnie wrażenia. Wracam do domu i do nikogo się nie odzywam, bo przecież z tej złości pozabijałabym domowników”. I co dalej? Dalej ktoś dostaje rykoszetem. Dzieci za niewytarty dość dokładnie kurz, współmałżonek za to, że nie pochwalił obiadu. Przypadkowe trzaśnięcie drzwiami też nie jest przypadkowe, choć dałabyś się pokroić, że klamka sama wyrwała Ci się z ręki.

A smutek?

Stoisz naprzeciwko bliskiej Ci osoby. Sytuacja jest poważna, masz poczucie, że wspólne życie przecieka Wam między palcami. Czas coś z tym zrobić, trzeba podjąć jakąś decyzję. Przedstawiasz argumenty i rozwiązania, jakie widzisz, a w odpowiedzi słyszysz: zrób, jak chcesz. Co robisz? Chowasz się pod kołdrą i płaczesz? Czy podejmujesz w emocjach decyzję?

A w pracy? Rzecz do zrobienia na już. Wkładasz w to masę wysiłku, zostajesz po godzinach. Zdążyłeś. Oddajesz. Nagle pilny telefon z sekretariatu – masz się stawić natychmiast u szefa. Wchodzisz, a tam spotkanie – obcy ludzie przyglądają Ci się z ciekawością. I słyszysz ostre słowa, że byle jak, że zawiodłeś, że się nie starasz, że Ci się nie chce. Co czujesz? I co z tym zrobisz? Możesz przebiec kilometry, pokroić tonę pietruszki, wysprzątać dom. A one i tak zostaną.

Co z nimi zrobić? Powiedzieć, co czujesz, czy lepiej nie? Jak powiedzieć, żeby zostać dobrze zrozumianym, żeby nie zostać skrzywdzonym i nie skrzywdzić? Da się? Da.

Ale zanim zaczniesz o nich mówić innym, odpowiedz sobie: czy jesteś przekonana/y o tym, że emocje negatywne nie istnieją? EMOCJE SĄ. Od dziecka słyszymy, ze gniew, smutek, strach, to emocje negatywne: „chłopaki nie płaczą”, „tylko mięczaki się boją”, „złość piękności szkodzi” i inne „ludowe mądrości”. Od małego jesteśmy uczeni, że są niepotrzebne, że nie wolno ich okazywać.

Przekonaj więc sam/a siebie, że te trudne emocje są Ci potrzebne. Do czego? Co one Ci dają?

Małgosia

P.S. Flipczart na zdjęciu pochodzi z ostatniego szkolenia „Psychologia grupy”, które miałam przyjemność prowadzić z Kamilą Kulpą. Kamyku -  dziękuję :)

P.S.2. A'propos emocji. Wpis ten usiłowałam wrzucić z milion razy, komputer nie chciał ze mną współpracować. Wiesz, jakie emocje mi przy tym towarzyszyły, prawda? ;)