A gdyby tak po prostu powiedzieć?

02.11.2018 10:21
A gdyby tak po prostu powiedzieć?

Przychodzisz i czujesz, że nie chcesz tu być? Albo że miejsce, które powinno być oazą bezpieczeństwa, jest jak gniazdo os? Ze coś Cię mierzi, przeszkadza? Że nie tak sobie to wyobrażałeś? Że nie powinno Cię tu być, a jednak musisz? Że jedyne, o czym myślisz to ucieczka? Zuważyłeś/aś, że o radości i jej pokrewnych łatwo jest powiedzieć, a o złości, smutku, gniewie, strachu – nie?

Widzę taki obrazek: idziesz do pracy, którą kiedyś lubiłeś/aś i biegłaś/eś z radością, żeby spotkać ludzi, z którymi pracujesz. A tu nagle kłębowisko żmij, ludzie syczą wzajemnie na siebie, albo ze sobą nie rozmawiają. A jeśli coś słychać to: twój człowiek to… twój człowiek tamto… nie dopilnowałeś… Po jakimś czasie zaczynasz tak samo – nakręcająca się spirala złości, goryczy, wzajemnych oskarżeń. Nie wiadomo już, od czego się zaczęło.

Albo taki: para, 20 lat małżeństwa. Trafiają do psychologa, bo chyba rozwód potrzebny, coś nie gra, tylko nie wiadomo co, ale męczą się oboje. A przecież mają wspólne dzieci, dom, znajomych. I spacery! Wzajemnie dbają o to, od 20 lat codziennie wieczorem idą razem na spacer. Piękne, co? Tylko od 20 lat żadne z nich nie powiedziało głośno, że nienawidzi tego rytuału sądząc, że robi przyjemność swojej drugiej połówce. Kłótnie? Owszem. O co poszło ostatnio? O to, który nóż powinien służyć do krojenia pomidorów. I zaczyna się wyciąganie sprzed lat: nieumyte naczynia, zapomniane rocznice, obolałe stopy, nie tak powieszone pranie. Pojawiają się słowa zabójcy: ty zawsze… ty nigdy… twoje dzieci zawsze… Zaczyna się gra w wypominanie, zwycięża ten, który ma lepszą pamięć. Jaki jest finał? Kłótnia kończy się przegraną – dla obojga, choć któreś może mieć poczucie wygranej, bo więcej miał/a „argumentów”, w dodatku były jedyne i słuszne, a „argumenty” drugiej strony to bzdury i oszczerstwa nie poparte żadnym konkretem. Znasz to? Nakręcająca się spirala goryczy, żalu, bólu – tłumione od lat. Kładziesz się spać usatysfakcjonowany/a?

Czym się kończy chowanie „bolesnych” emocji? W najlepszym razie krzykiem desperacji, rozpaczy, złości. W najgorszym? Bóle głowy, odmawiający posłuszeństwa żołądek, siadający kręgosłup, nowotwory.

A gdyby tak po prostu powiedzieć: wkurzyło mnie, że po raz trzeci spóźniłeś się na spotkanie. Przez twoje spóźnienie nie zdążyłam na kolejne spotkanie. Proszę, żebyś przychodził punktualnie, w przeciwnym wypadku nie będę na ciebie czekać.

Albo tak: jest mi przykro, że nie wysłuchałeś/aś mnie dziś. Chciałabym, żebyś usiadł/a i usłyszał/a, co mam do powiedzenia, to dla mnie ważne.

Albo: boję się, gdy wychodzisz wieczorem sam/a. Powiedz mi proszę, o której wrócisz, będę spokojniejsza.

A może: jest mi smutno, że trzy wieczory w tygodniu spędzasz z kolegami. Chciałabym spędzać z tobą więcej czasu. Boję się, że stracimy siebie.

Co o tym myślisz?

Rzecz w tym, żeby:

  1. Powiedzieć, co czujesz – nazwać emocję.
  2. Odnieść się do konkretnej sytuacji, nawet, jeśli jest powtarzalna – znaczy zdarza się często, wskazać tę konkretną – to pozwoli uniknąć używania słów zabójców: zawsze, nigdy.
  3. Powiedzieć, czego oczekujesz – jakie zachowanie drugiej strony pomogłoby Ci w tej sytuacji?
  4. Wskazać konsekwencje – jeśli to możliwe – co zrobisz, jeśli sytuacja się nie zmieni? Nie, nie – wcale nie chodzi o groźby! Chodzi o to, by powiedzieć, co zrobisz, po prostu.

Jesteś odpowiedzialny/a za to, co i jak powiesz. Ważne, żebyś mówił/a o sobie – w komunikacie JA.

Nie jesteś odpowiedzialny/a za to, co zrobi z tym komunikatem Twój rozmówca.

Może się zdziwić, może oburzyć. Ale fakt jest taki, że z czyimiś emocjami trudno dyskutować. No bo co powiem – wcale nie jest Ci przykro?

p.s. pamiętam, jak po jednym ze szkoleń, podczas którego uczyliśmy się używania komunikatu JA, uczestniczki postawiły sobie za cel ćwiczenie nazywania emocji w domu. Na kolejnym spotkaniu jedna z nich opowiada: „wracam do domu a tu cały zlew nieumytych naczyń. Mówię więc do męża: jestem zła, że nie umyłeś naczyń po obiedzie. Chciałabym, żebyś następnym razem, gdy mnie nie będzie, umył je.” I co na to mąż? – pytam zaciekawiona. „Zamilkł. A potem wzruszył ramionami i powiedział: zwariowała!”

A co byś „normalnie” zrobiła? – dopytywałam. „No nawrzeszczałabym i umyłabym je sama.”

Nikt nie powiedział, że to łatwe będzie. Po pierwsze – dla Ciebie, bo wymaga to mówienia o emocjach. Po drugie – dla rozmówcy – bo wymaga to od niego nauczenia się przyjmowania twoich emocji.

p.s. 2. Słowa zabójcy: raz wypowiedziane – zostają na zawsze, wracają w najmniej oczekiwanych momentach, sprawiają ból. Nie mów: ty zawsze – bo nic nie dzieje się zawsze. Nie mów: ty nigdy – bo nigdy nie jest prawdą. Pamiętaj też, że „ale” wymazuje wszystko, co zostało powiedziane wcześniej.

Małgosia