Dobrze mi ze sobą?

12.03.2019 10:13
Dobrze mi ze sobą?

Do tej pory spełniałam oczekiwania innych. Zawsze byłam "nie dość dobra" - najpierw dla rodziców, a potem już sama dla siebie. Wymagam od siebie więcej, niż od innych. Czułam się dzięki temu potrzebna. Zawsze w gotowości. Dom wybłyszczony - w przerwach w pracy wpadałam, żeby powiesić pranie, ugotować obiad, odkurzyć. Zawsze robiłam to sama, w końcu nikt nie zrobi tego lepiej. Czasem, jak już naprawdę miałam dość - robiłam karczemną awanturę. Że nikt mi nie pomaga, że wszystko sama. Na chwilę się poprawiało, dzieci zaczynały pomagać. A potem, znów wszystko wracało do normy. Nie byłam konsekwentna, nie wymagałam, nie stawiałam granic. I tak w koło. Utyrana wieczorem padałam na twarz.

A: no tak, nie mogę teraz zmienić pracy. Wiem, brakuje mi pieniędzy. Ale mam swoich klientów, oni na mnie liczą. A jak odejdę to przeze mnie inni będą mieli więcej pracy.

M: a co jest dla Ciebie ważne: zadbanie o to, żeby inni mieli mniej pracy, czy o siebie - własny komfort życia?

A: O cholera! Znów jestem ratownikiem?

(Ratownik - jest dla wszystkich, zawsze i wszędzie. Wsiądzie w samochód i, choć jest wyczerpana/y, pojedzie na drugi koniec Polski wypić kawę ratującą życie. Odbierze telefon o każdej porze dnia i nocy, bo na pewno właśnie wali się świat. Wyręczy we wszystkim dorosłe dziecko, bo przecież kilka lat temu straciło tatę i musi czuć, że jest ważne)

M: Lubisz siebie?

A: Taką? Nie. Jest mi ze sobą niewygodnie. Tylko teraz już wiem, co mnie uwiera.

 

K: Teraz wiem, że wymagałem od siebie za dużo. Zadręczałem tym siebie i innych. Wydawało mi się, że jak odpuszczę to znaczy, że słaby jestem, beznadziejny i byle jaki. Że tym swoim 100% zasługuję sobie na miłość, na uznanie. Dziś wiem, że to był największy błąd, jaki mogłem popełnić. Wydawało mi się, że przecież robię to dla nich, dla moich najbliższych. Żeby mieli wszystko. Dziś jest za późno, straciłem przez to miłość mojego życia. Bo mieli wszystko, oprócz mojej uwagi. Teraz dla własnego dobra, uczę się odpuszczać sobie. Że 70% to też 100% - moje 100% na tu i teraz. Zapomniałem, że jest codzienność, którą należy celebrować, dbać o pierdoły, o kawę wypitą wspólnie i rozmowę. O spontaniczność i radość dziecka z odkrywania świata.

 

A: Dziś pierwszy raz poczułam się naprawdę dorosła.

M: Co to dla Ciebie oznacza?

A: Powiedziałam głośno, czego chcę. I to mnie zbudowało. Wyszłam z domy wyprostowana.

M: Pamiętasz naszą rozmowę, że dorosłość wzięłaś na siebie mając 7 lat?

A: Tak. Powiedziałaś wtedy, że popracujemy nad tym, żebym odnalazła swoje wewnętrzne dziecko.

M: Po co Ci to wewnętrzne dziecko?

A: Żeby zadbać o siebie. Żeby umieć odpuścić - położyć się na kanapie i nie robić nic (reeetyy, zrobiłam tak w niedzielę i wiesz, ze świat się nie zawalił?!). Żeby umieć powiedzieć CHCĘ. Żeby cieszyć się życiem.

 

Tak. Nikt nie potrafi zadbać o siebie tak, jak dziecko.

A każde dziecko zasługuje na dorosłego, który zawsze będzie w niego wierzyć.

 

Małgosia

 

P.S. Jeśli tak masz to ten warsztat jest dla Ciebie: https://familyland.pl/spotkania-dla-kobiet-jestem-jaka-jestem/